niedziela, 7 lipca 2013

Magiczny Prolog

Mała jedenastoletnia dziewczynka o płomiennorudych włosach i błyszczących zielonych oczach biegała wesoło dookoła placu zabaw uciekając przed czarnowłosym chłopakiem. Był to dla nich ostatni dzień błogiego lata,a zarazem normalnego życia. Otóż ta dwójka nie wracała do zwykłej mugolskiej szkoły. Oni po raz pierwszy mieli przekroczyć progi magicznej szkoły Hogwartu. Nie uczono tam matematyki, a numerologii. Nie przyrody, a transmutacji.Wszystko było tam magiczne.
-Lily?-spytał zmęczony chłopak.
-Tak?-odpowiedziała dziewczynka.
-Jaka różdżka cię wybrała?-spytał nie spuszczając z niej wzroku.
-10 i 1/4 cala, wykonana z wierzby, bardzo elegancka. Wprost idealna do uroków.-powiedziała tonem znawcy-A ciebie?
-12 i 1/2 cala, dębowa, mało giętka, ale za to idealna do czarnej magii.-oboje zaśmiali się serdecznie-Chodź, musimy wracać.
Szli w ciszy,pogrążeni we własnych myślach. Evans zastanawiała się jaki naprawdę jest Hogwart, jednocześnie martwiła się o siostrę. Od pewnego czasu Petunia była wrogo do niej nastawiona. Przezywała ją, a czasem omijała szerokim łukiem.
Sev myślał o swoich kolegach. Znał ich. Jego matka często zabierała go do dworu Malfoy'ów. Lucjusz, podobnie jak Sev interesował się czarną magią. Na każdym spotkaniu omawiali nowe zaklęcia i eliksiry czarnomagiczne.
-To cześć Sev.-pożegnała się dziewczynka.
-Trzymaj się Lily.-odpowiedział i ruszył przed siebie.
  Evans zauważona jedynie przez matkę, przeszła do swojego pokoju. Ostatni raz sprawdziła zawartość kufra. Zmęczona w końcu zasnęła.
             **********************************************************
-Wstawaj dziwolągu!-obudził ją głos Petunii-już ósma.
Lily szybko poszła do łazienki. Wzięła prysznic i podążyła do garderoby. Przymierzyła wiele rzeczy aż zdecydowała się na kwiecistą, rozłożystą sukienkę nad kolano i białe balerinki.
Po zjedzeniu naleśników, które miała na śniadanie, razem z rodzicami udała się na dworzec King Cross.
Przy barierce prowadzącej do magicznego świata spotkali Snape'ów. Lily i Severus pożegnawszy się z rodzicami, przekroczyli ścianę i znaleźli się na peronie 9 i 3/4.
Zaciągnęli swoje kufry do wolnego przedziału.
-Mam nadzieje, że będziesz w Slytherinie.
-Kto tu chce być Ślizgonem?-wtrącił się chłopak z rozczochranymi włosami, którego dopiero teraz zauważyli.
-Ja wolę Gryffindor, ale tradycja rodzinna w Slytherinie. Ale może ją złamie.-zaśmiał się drugi chłopak.
-Jeśli wolicie mieć mięśnie zamiast rozum-mruknął pod nosem.
-Mówiłeś coś?-spytał arogancko ten rozczochrany.
-Chodźmy Severusie.-nakazała Lily, wiedząc, że musi przerwać rozmowę.
-Tak, idź Śmiecierusie.
            Evans szła przed siebie szukając wolnego przedziału. Snape postanowił iść w przeciwnym kierunku, stwierdzając, że tam są jego przyjaciele.
-Cześć, jestem Lily. Można?-spytała wchodząc do przedziału w którym siedziały cztery dziewczynki.
-Tak jasne. Ja jestem Alexandre, to Dorcas, Mary i Alison.
Podróż minęła im na miłej rozmowie.
-Słuchajcie, skoro się świetnie dogadujemy, to może bądźmy w jednym dormitorium.-zaproponowała Mary.
Była ona określana jako głupiutka blondynka według braci.tak naprawdę była piękna. Blond włosy do ramion, a spod firanki rzęs widać było niebieskie, lśniące oczy.
-Mary! Przeoczyłaś dwie sprawy. Brakuje nam jednej osoby, a poza tym nie wiadomo do jakich domów trafimy.-ściągnęła ją na ziemie Dorcas.
-PIRSZOROCZNI DO MNIE!-zagrzmiał donośny głos olbrzyma-PIRSZOROCZNI TUTAJ!
Płynęli łódkami, zafascynowani pięknem magicznego zamku. Na kamiennych schodach czekała na nich profesor Minerwa Mcgonagall. Miała 36 lat. Ubrana była w czarną, długą szatę i szpiczasty kapelusz.
-Witam was drodzy uczniowie.Teraz udamy się do Wielkiej Sali, gdzie tiara przydziału, przydzieli was do odpowiedniego domu. Proszę za mną.
Niepewnym krokiem ruszyli za Minerwą. Wielka Sala przywitała ich tłumem uczniów i obsypanym gwiazdami niebem. Przy stole nauczycielskim siedziały eleganckie kobiety i rozweseleni mężczyźni.
-Gdy kogoś wywołam to proszę niech podejdzie. Nałożę mu na głowę tiare. Niech ona sprawiedliwie przydzieli was do domu. Abfrild Viviene-drobna blondynka wyszła z tłumu.
-HUFFLEPUFF-rykła tiara.
-Mary Clinton-blondynka z przedziału odważnie podeszła do tiary.
-Niezwykła odwaga, ale i sprytu wiele. Wiec w Gryffindorze sami przyjaciele-zaśpiewała tiara.
-Evans Lilyanne-wywołała profesor.
-Pilna, odważna, sprytna... ale jednak twoja determinacja wzkazuje jednogłośnie na Gryffindor!
-Potter James-powiedziała głośno Minerwa.
-Och kolejny Potter-gryfoni zaśmiali się-widzę że tak jak Austin masz talent do rozrabiania. Witaj w Gryffindorze-zakończyła tiara.
Co było dziwne to, że wszystkie znajome Lily trafiły do Gryffindoru. Sev niestety do Slytherinu.
Po wystawnej uczcie udały się z prefektem naczelnym do dormitorium. Do ich sypialni dołączyła Alicja Baker.Niska, nieco pulchna ale bardzo sympatyczna brunetka. Wszystkie serdecznie się zaprzyjaźniły.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
No i proszę pierwsza notka.
Mam nadzieje że wam się spodoba.
Jeśli macie jakieś pytania:
Ask panny Leny;)
Chcecie być informowani o nowościach?
1.Podaj gg w komentarzu
lub
2. Napisz do mnie a będę cię informowała.
47737161
···Lena


czwartek, 4 lipca 2013

Żongler 1

                                         Witam;)

Chcę was serdecznie powitać na moim nowym blogu. 
               Historia opowiadać będzie losy James'a i Lily.

                                 Nie zabraknie wielkiej dawki humoru, miłości a przede wszystkim:

MAGII
Prolog zagości tu niebawem.

Serdecznie zapraszam:
                                       

                                    ~Magdalena